Gdzie jest problem?
W dzisiejszym świecie żyjemy w erze, gdzie ma miejsce potężny, zmasowany atak na AUTORYTET SŁOWA BOGA i nazywam to ATAK Z KSIĘGI RODZAJU 3. I o dziwo, atak nie jest z zewnątrz, ale jest od wnętrza chrześcijańskich wspólnot. Wiodącą rolę odgrywa tutaj teizm ewolucyjny, który jest coraz popularniejszym poglądem wśród pastorów, nauczycieli seminariów biblijnych i liderów chrześcijańskich w Polsce. Teizm ewolucyjny wymusza rozumienie Księgi Rodzaju w sposób alegoryczny, traktując historie tam zawarte jako mitologię, która nigdy nie miała miejsca. I tutaj zaczyna się wielki problem.
Księga Rodzaju jest fundamentem dla wszystkich doktryn chrześcijańskich, jakie znamy. Wszystkie one mają swoje początki we wczesnych rozdziałach tej księgi. To także fundament autorytetu Słowa Boga i wystarczalności Pisma Świętego. Jeśli nie zaufamy pierwszej księdze Biblii jako Słowu Bożemu, to musimy zadać pytanie: od jakiego momentu Bóg zaczyna mówić prawdę? Dla mnie Bóg mówi prawdę już od samego początku, czyli od Księgi Rodzaju 1:1.
Księga Rodzaju daje też szerszą perspektywę tego, dlaczego dziś żyjemy w świecie pełnym śmierci i cierpienia, pokazując, że nie taki był pierwotny zamysł Boga. Bóg stworzył wszystko jako „bardzo dobre” i w tym objawia się Jego charakter – Bóg jest Dobry.
Całkowicie inną perspektywę daje ewolucjonizm, bo jeśli jesteśmy tylko przypadkowo przekształconą materią, to nie ma czegoś takiego jak dobro i zło — sami możemy ustalać zasady. Natomiast, w przeciwieństwie do tego, jeżeli to Bóg nas stworzył, więc do Niego należymy i ma On prawo mówić nam, co mamy robić. Bóg nas też kocha, więc ustanawia zasady dla naszego dobra.
A ponieważ Bóg jest dobry, stworzył wszystko jako dobre. Nie umieściłby śmierci i cierpienia w swoim ukończonym stworzeniu. Nowy Testament mówi wręcz, że śmierć to „ostatni wróg”. I to właśnie mówi nam Księga Rodzaju — śmierć pojawiła się po grzechu. To nie było częścią Bożego pierwotnego stworzenia.
Tymczasem wszystkie poglądy ewolucyjne, również ten teistyczny, są oparte na długich epokach i zawsze umieszczają śmierć przed grzechem. A to oddziela śmierć jako skutek grzechu, co z kolei podważa dobroć Boga — sugerując, że stworzył świat pełen cierpienia i śmierci od początku. Ma to też wpływ na samą Ewangelię. Śmierć Jezusa mogła zapłacić za nasze grzechy właśnie dlatego, że śmierć była skutkiem grzechu.
To odpowiada też na niektóre współczesne zarzuty, które słyszymy. Na przykład, kiedy mówimy o tym, jak dobrze zaprojektowany jest świat czy ludzkie ciało, to przeciwnicy mówią: „No ale przecież nosisz okulary” albo „masz problemy zdrowotne” — więc jak możesz mówić, że ciało jest dobrze zaprojektowane?” A my mówimy: „Nie — Księga Rodzaju to dobrze wyjaśnia, że żyjemy w świecie skażonym i zepsutym na skutek grzechu, a nie takim, który od początku był wadliwy.”
W wyniku alegorycznego podejścia do Księgi Rodzaju mamy więc już na samym początku szereg niezwykle istotnych problemów, podważających sens i istotę ofiary Chrystusa na krzyżu, ponieważ mamy śmierć przed grzechem. Następnie podważony jest charakter Boga, dalej autorytet Jego Słowa i prawdziwość słów Jezusa Chrystusa, a w końcu ewolucjonizm uderza w wartość człowieka, który miałby wyewoluować z małpopodobnych przodków zamiast być stworzonym na obraz Boga.
Pierwsze ataki – geologia uniformitarna:
Pierwsze ataki w chrześcijaństwie zaczęły się naprawdę w momencie, gdy pojawiła się świecka geologia uniformitarna, która zaprzeczała nadnaturalnemu stworzeniu i potopowi. Zaczęła głosić, że skały trzeba tłumaczyć wyłącznie na podstawie procesów, które widzimy dzisiaj. Nie dowiedli tego – po prostu to założyli.
W tamtych czasach nie wiedzieli wiele o geologii, ale powiedzieli: „W to będziemy wierzyć, a w tamto nie będziemy.” I to nie był jeszcze problem. Problem polegał na tym, że byli chrześcijańscy konserwatywni interpretatorzy, którzy próbowali dopasować Biblię do tej nowej, świeckiej geologii i pójść na kompromis z zyskującym coraz większą popularność ewolucjonizmem. I to właśnie w XIX wieku pojawiły się takie pomysły, jak teoria dnia-epoki albo teoria luki. A dopiero w XX wieku powstały koncepcje takie jak hipoteza ramowa czy „dni analogiczne” – czyli te wszystkie dziwne konstrukcje. Co ciekawe, sami zwolennicy tych kompromisowych teorii nie są w stanie się zgodzić, którą z nich wybrać. Jedyne, co ich łączy, to przekonanie, że nie można wierzyć dosłownie w to, co Biblia naprawdę mówi.
Ale wszystkie te pomysły pojawiły się dopiero wraz z rozwojem geologii uniformitarnej, a później – biologii ewolucyjnej. I co ciekawe, nie pojawiały się w liberalnych komentarzach, bo przecież ci liberalni komentatorzy i tak wierzyli, że Biblia się myli. Oni mówili uczciwie, tak jak wierzyli: „Zawsze rozumiano to jako sześć dosłownych dni, bo tekst właśnie to mówi. Po prostu uważamy, że tekst się myli.” Tymczasem to konserwatyści próbowali „ratować” prawdziwość Biblii, dopasowując ją do świeckiej geologii uniformitarnej. I stąd wzięły się wszystkie te wymyślone teorie. Ale, szczerze mówiąc, uważam, że to właśnie liberałowie byli uczciwsi w interpretacji. Lepiej już powiedzieć: „Biblia mówi o sześciu dniach, ale się myli”, niż udawać, że naprawdę naucza o 6 miliardach lat czy coś w tym stylu.
Czyli podsumowując: przez większą część historii chrześcijaństwa wierzącym nie sprawiało większych trudności przyjęcie, że w Księdze Rodzaju chodzi o sześć dosłownych, 24-godzinnych dni – aż do momentu pojawienia się geologii uniformitarnej w XIX wieku.






