Dokonało się ono przez bezpośrednie akty Stwórcy, a nie poprzez proces naturalistyczny. Niezależnie od indywidualnych przekonań, często słyszę stwierdzenie w takiej lub podobnej formie: „Księga Rodzaju nie miała na celu ukazania nam jak dokonało się stworzenie, lecz raczej kto stworzył (Bóg) i co stworzył (wszystko). Niech będzie na wieki uwielbiony Bóg, nasz wielki Stwórca…”
Ja jednak wierzę całym sercem, że stworzenie w sześć dni i młoda ziemia są prawdą biblijną. Sam przyznasz zapewne, że nie wszystkie prawdy biblijne mają tę samą rangę. Na przykład wierzę, że Biblia naucza chrztu przez zanurzenie. Jednak jeśli wezmę udział w nabożeństwie, podczas którego mój przyjaciel zostaje ochrzczony przez pokropienie, nie powiem mu: „To się nie liczy. Biblia nigdzie nie wspomina o pokropieniu. Nie jesteś naprawdę ochrzczony, dopóki nie zostaniesz zanurzony…” – ponieważ prawda o technicznym sposobie chrztu jest dla mnie drugorzędna i mniej istotna. Inaczej sprawa wygląda jednak w przypadku nauki o zbawieniu – to jest prawda fundamentalna.
Dlaczego zatem biblijny kreacjonizm jest prawdą istotną? Wielu ludzi, których znam, traktuje kwestię stworzenie/ewolucja jako mało ważną, porównywalną do różnic w praktyce chrztu (zanurzenie vs. pokropienie). Twierdzą oni, że ważne jest uznanie Boga jako Stwórcy wszystkiego, natomiast nieistotne, a może nawet szkodliwe, jest obstawanie przy jednym sposobie stworzenia kosztem innego. Również wykładowcy na wielu uczelniach – choć są naukowcami – uznają spór kreacjonizm/ewolucja za bez znaczenia, a wręcz za coś potencjalnie szkodliwego, bo mogącego wywołać podziały wśród chrześcijan wokół sprawy, którą uważają za nieistotną.
Mam przyjaciela, profesora, który opublikował ciekawy artykuł, gdzie stwierdza: „Spodziewamy się, że Biblia będzie zgodna z prawdą objawioną przez naukę. Jeśli tak nie jest, mamy dwie możliwości: albo nauka jest stronnicza i wymaga reinterpretacji, albo my błędnie interpretujemy Biblię.” Wydaje mi się, że nasi wykładowcy wierzą w naukę nastawioną na ewolucję i dlatego odczytują Księgę Rodzaju jako tekst poetycki, a nie dosłowny. Uważają, że to ja błędnie interpretuję Rodzaju, biorąc go dosłownie.
Dr. Howard Jay VanTill w swoich wykładach wyraża przekonanie, że chrześcijan nie muszą być przeciwni ewolucji. Uważa, że przez wieki panowało przekonanie – zarówno w świecie chrześcijańskim, jak i świeckim – iż bycie chrześcijaninem oznacza bycie przeciwnikiem ewolucji. Dr VanTill mocno wierzy, że należy uznać, iż to Bóg, w swojej mądrości i mocy, stworzył „pierwsze coś”, zawierające w sobie potencjał rozwoju aż do tego, co widzimy dziś. Jest to przerażające, bo w jego ujęciu chwała Boża miała polegać na tym, że to On spowodował proces ewolucji!
Pojawia się więc pytanie: czy głoszenie kreacjonizmu nie powoduje rozłamu i braku jedności w Bożej rodzinie? Czy nie jest to strata czasu, który można by poświęcić na głoszenie najważniejszej prawdy o zbawieniu? Wszystko to byłoby prawdą, gdyby kreacjonizm był rzeczywiście nieistotny. Dlatego tak ważne jest, aby zrozumieć, dlaczego sześciodniowe stworzenie i młoda ziemia są prawdą fundamentalną i ważną.
Wielu moich znajomych to zwolennicy tzw. „kreacjonizmu progresywnego”. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, ale rozmowy o moich przekonaniach kreacjonistycznych wywołały między nami pewne napięcia. Czy nie powinienem raczej rozmawiać z nimi tylko o tym, co nas łączy – pragnieniu poznawania Boga, szukania Jego woli i zbliżania się do Niego?
Jednym z głównych tematów, które moim zdaniem mogą pomóc progresywnym kreacjonistom przemyśleć swoje poglądy, jest kwestia śmierci przed Upadkiem. Progresywni kreacjoniści umniejszają znaczenie Upadku, ponieważ „potrzebują” istnienia śmierci przed nim. Podkreślają fakt, że ginęły rośliny i ich komórki, a Biblia nie mówi wyraźnie, że zwierzęta nie umierały przed Upadkiem. Czuję jednak, że w oczach Boga jest zasadnicza różnica między śmiercią roślin a śmiercią zwierząt.
Ponadto Biblia mówi, że wraz z Upadkiem nastąpiły zmiany fizjologiczne (np. kobiety miały rodzić w bólu). Zmiany te obejmowałyby również pojawienie się u zwierząt cech drapieżnych. Może i trudno nam to dzisiaj zrozumieć bo pewne gatunki mają anatomię tak ściśle dostosowaną do mięsożerności, że trudno wyobrazić je sobie w innej postaci przed Upadkiem.
Podsumowując: biblijne stworzenie jest aktem nadprzyrodzonym – było cudem. Dokonało się ono przez bezpośrednie działanie Stwórcy, a nie naturalistyczne procesy. „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1:1). Stworzenie było jednorazowe, zakończone i kompletne, a nie rozciągnięte na miliardy lat rzekomej historii ewolucyjnej. Dokonało się przez Słowo Stwórcy: „I rzekł Bóg…”. Psalm 33:6.9 mówi: „Przez słowo Pana powstały niebiosa, a tchnieniem ust Jego – całe ich wojsko. Bo On rzekł – i stało się; On rozkazał – i stanęło.”
Biblijne stworzenie to także stworzenie ex nihilo (z niczego).
Najpierw nie było nic, a potem pojawiło się coś. Nie upłynął żaden czas. Stwórca nie potrzebował materii, energii ani czegokolwiek innego. On jest pierwszy. Wszystko inne jest drugie. W istocie, podstawowe znaczenie słowa „stworzyć” zakłada, że nie było nic, a następnie zaistniało coś.
Inne religie również mają koncepcję stworzenia i stwórcy, lecz we wszystkich pozostałych przypadkach stwórca jest niższy od biblijnego Stwórcy. Musi bowiem korzystać z już istniejącej materii i jedynie ją przekształca.
Przykładem jest mormonizm. Tylko w Biblii znajdujemy wzniosłą ideę stworzenia ex nihilo. Fragmenty Pisma Świętego mówiące o stworzeniu z niczego to m.in. Psalm 19, Przypowieści 8, Kolosan 1:16–17 („Bo w Nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebiosach i co jest na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko w Nim ma istnienie”) oraz Hebrajczyków 11:3 („Przez wiarę poznajemy, że światy zostały stworzone słowem Boga, tak iż to, co widzimy, nie powstało ze świata zjawisk”). Tak więc stworzenie biblijne jest nadprzyrodzone.






